Dlaczego Lipowa?
Grupa miejska z „przeszłością”
Po 4 dniach w Oblasówce pełne zapału i pomysłów wróciłyśmy do Łodzi. Ochrzczone mianem grupy miejskiej z „przeszłością” planowałyśmy stworzyć historię wykorzystując wyjątkowość wybranego przez nas miejsca. Długo szukałyśmy perełki. W końcu nasze kroki skierowały się na ulicę Lipową. Dlaczego Lipowa? To pytanie padało bardzo często. Odpowiedź brzmiała: mogłaby to być każda inna ulica w Śródmieściu. Jedna z nas wpadła na pomysł, aby wykorzystać nieistniejącą szkołę plastyczną i tak to się zaczęło.
Trudne początki
Chciałyśmy zbudować więzi społeczne między mieszkańcami kilku najbliższych kamienic, ale okazało się to bardzo trudne. W końcu zdecydowałyśmy się objąć naszym działaniem całą ulicę Lipową. Przy pomocy sympatycznych Panów z Rady Osiedla zorganizowałyśmy akcję reklamową na szeroką skalę. Ulotki wrzucane do skrzynek, plakaty w witrynach sklepowych, informacje w ogłoszeniach parafialnych, a nawet… komunikat w radiowęźle na pobliskim targowisku. Dla Panów z Rady Osiedla nie było rzeczy niemożliwych. Wielkimi krokami zbliżał się termin pierwszego warsztatu…
Godzina „0”
Dzień 25 lutego 2010 roku był bardzo mroźny, ale w siedzibie Rady Osiedla Polesie panowała gorąca atmosfera. Tuż przed godziną 16 czuło się podekscytowanie i zniecierpliwienie. Czy ktoś przyjdzie? Jeśli tak, ile osób? Od tego przecież zależało powodzenie naszego projektu. Parę minut przed czasem przyszła 10-letnia Dominika, którą poznałam w czasie akcji reklamowej w kościele. Towarzyszył nam pan Roman z Rady Osiedla i Marek z zaprzyjaźnionej Grupy Pewnych Osób. Co robić? Prowadzące Ania i Katka zdecydowały, że warsztat się odbędzie. Po około 20 minutach dołączyła do nas Magda.
Pierwsze zajęcia typowo integracyjne kojarzą mi się ze świetną zabawą. Rozwiały nasze wątpliwości co do różnicy wiekowej między uczestnikami (na oko jakieś 40 lat;P). Wszyscy dobrze się bawili niezależnie od metryki. Problem polegał na tym, że tylko Dominika mieszkała na Lipowej. Więc jak tu budować więzi społeczne? Znów wyruszyłyśmy z ulotkami.
Nie poddajemy się
Tydzień później miał się odbyć kolejny warsztat. Niestety, nie udało się – przyszła tylko Magda. Parę godzin dyskutowałyśmy o koniecznych zmianach, o życiu ludzi w Śródmieściu, o tym, co lubimy w „mieście 300 odcieni szarości”. Po godzinie dołączył do nas Piotrek, kontrabasista i fan ulicy Lipowej. Przy organizacji i planowaniu poznałyśmy mnóstwo fantastycznych ludzi, spotkało nas wiele dobrego, ale nie miałyśmy dla kogo robić projektu. Kolejny raz znalazłyśmy się na zakręcie, ale to nas nie złamało. Wyruszyłyśmy do szkoły podstawowej przy ulicy Pogonowskiej.

